Dwa słówka których nie nauczą Was w szkole.

Są takie dwa słowa, których w szkołach raczej nie uczą. Są takie dwa słowa które usłyszycie w UK w ciągu pierwszych minut po wyjściu z samolotu (autobusu, pociągu, samochodu), będziecie je słyszeć często i niemal wszędzie. Nie są to słowa specjalnie ważne, ale ten kto nie wie czemu ludzie ich używają, będzie się co najmniej zastanawiał o co chodzi…

Już pierwszego dnia mojego pobytu w Anglii zastanawiałem się, czemu wszyscy mówią do mnie cheese (ser). Usłyszałem „ser” od sprzedawcy na stacji benzynowej, w kawiarni na lotnisku. „Ser” słyszałem od niemal każdej osoby z którą miałem jakąkolwiek styczność. Coś kupuję? Słyszę „ser”, odpowiadam na pytanie o godzinę? Słyszę „ser”. Przez kilka ładnych dni zastanawiałem się o co chodzi z tym „serowaniem”. Ci, którzy znają angielski pewnie już wiedzą że nikt do mnie nie mówił „cheese” (ser) tylko „cheers” (wym. czirs). Po kilku dniach i ja się zorientowałem w tej subtelnej różnicy (w ustach anglika słowa cheese i cheers brzmią bardzo podobnie, zwłaszcza dla niewprawionego w angielskim ucha) co w ogóle nie rozwiązało mojego problemu, gdyż wg słownikowej definicji „cheers” to odpowiednik naszego „zdrowie”, „twoje zdrowie” czyli nic innego jak formułka wypowiadana przy stukaniu się kieliszkami. O ile jeszcze w sytuacjach czysto spożywczych mógłbym założyć, że ktoś mi życzy „na zdrowie” mając na myśli zjedzenie kupionej właśnie bagietki, o tyle czysto toastowe „zdrówko” ni jak mi nie pasowało do odpowiedzi na pytanie która godzina. O co więc chodzi?
Otóż w języku angielskim, ale chyba tylko tym oryginalnym (brytyjskim) słówko „cheers” to mniej formalne, slangowe wręcz „dziękuję”, czy też raczej „dzięki”. I teraz wszystkie powyższe sytuacje nabierają sensu, prawda?
Dlaczego piszę o tym słowie? Dlatego, że wszędzie, naprawdę wszędzie się z nim spotkacie! Tego słówka używają niemal wszyscy od sklepów, przez ulice po puby i domy. Nie musicie zaczynać go używać, czy tym bardziej nadużywać (jak wielu Anglików), ale warto je znać. Czemu go nie używać? Bo nie jest zbyt eleganckie. Tak samo jak w Polsce nie powiecie do lekarza, czy urzędnika „dzięki”, tak i w Anglii nie wypada tego robić. Niestety słowo te przez wielu jest tak często używane, że wypowiada się niemal automatycznie. Gdy pracowałem w sklepie, słyszałem je od niemal wszystkich klientów. Niektórzy potrafili go użyć kilka razy w jednym zdaniu. Wyglądało to mniej więcej tak: „poproszę paczkę papierosów – cheers, zapalniczkę i gumy do żucia – cheers. I jeszcze kupon na loterię – cheers i gazetę Times – cheers”. Następnie gdy ów klient podawał mi pieniądze znów mówił cheers. Kolejne cheers padało gdy odbierał resztę a na odchodne już w drzwiach ostatnie cheers… Powyższy przykład mimo że ekstremalny, jest jak najbardziej prawdziwy. Większość anglików oczywiście nie wrzuca „cheers” w każde zdanie, nie mniej jednak często, za często zastępuje ono tradycyjne i dużo ładniejsze „thank you”.

Drugie, nie mniej popularne i nie mniej nadużywane słowo to „mate” (wym. mejt). Tu sytuacja jest nieco prostsza, gdyż będą je słyszeć głownie panowie. Co oznacza to słowo? Można je przetłumaczyć jako „kumpel”, „ziomek”, czy „koleżka”. Anglicy (głównie panowie) używają go w doniesieniu do osób, których imienia nie znają, ale nie jest to reguła. Nawet najlepsi przyjaciele potrafią mówić do siebie „mate”. Jak już wspomniałem, słowo to można usłyszeć zawsze i wszędzie: w sklepie, na ulicy, w kinie, pubie, wszędzie gdzie mamy jakikolwiek kontakt z ludźmi. I znów warto je znać, chociaż nie koniecznie trzeba nadużywać. Co prawda ryzyko że kogoś określeniem „mate” urazimy jest niewielkie, ale podobnie jak „cheers” i to słówko nie jest zbyt oficjalne. No i co najważniejsze, nie stosujmy go w rozmowie z kobietami! To tak jakby w Polsce powiedzieć do dziewczyny „koleś”.

Tak jeszcze na sam koniec dodam, że oba te słowa często chodzą parami i gwarantuję że jeszcze pierwszego dnia pobytu w UK usłyszycie jak ktoś do kogoś (a może i do Was) mówi „cheers mate” 🙂

Michał
Założyciel i administrator bloga Ponglish.eu. Na co dzień mieszka i pracuje w Anglii. Borykał się z problemami które sam teraz opisuje na tej stronie. Zadawał w internecie pytania, na które dziś udziela odpowiedzi.

2 Komentarze

  1. Dziwię się, po przeczytaniu dzisiaj kilku twoich artykułów (nie wiem jak to nazwać) że mikt do tej pory nie zostawił chociaz jednego zdania komentarza, bo są bardzo fajne, pisząc kolokwialnie, klarowne i ważne dla wielu, pisane w prostym, łatwo przyswajalnym jezykiem.
    I co ważne, piszesz o rzeczach oczywistych, istotnych, a o których wielu Polaków nie ma zielonego pojecia (bo po co, prawda?) nawet po wieloletnim pobycie w UK.
    Pozdrawiam.

    • Jak widać jednak jakieś komentarze się pojawiają 😉 A tak serio to prawda, niewiele osób komentuje, a sporo czyta. Jednak taka już jest specyfika tego typu bloga: ludzie znajdują tutaj poszukiwane przez siebie informacje i idą dalej przeglądać internet. Nie twierdzę, że nie było by miło widzieć codziennie nowe komentarze, ale i bez nich mamy motywację do pisania. Paradoksalnie zamiast komentarzy dostajemy sporo maili. Myślę, że dość staromodny i tradycyjny format bloga powoduje nie mniej tradycyjne metody kontaktu. Tak czy siak bardzo dziękuję Ci za Twój komentarz. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*