Five o’clock czyli czas na herbatę

Pamiętacie legendarny film „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”? Kojarzycie zapewne scenę w angielskim obozie, gdy na hasło „tea time” żołnierze rzucają swoje zajęcia i z blaszanymi kubkami ruszają po swoją popołudniową porcję herbaty. Niezapomniany Franek Dolas strzelając im nad głowami nie był w stanie zmusić nikogo do przerwania rytuału. Dowódca słysząc strzały prosi swojego podkomendnego aby ten, gdy już skończy swój kubek herbaty poszedł i rozbroił niesfornego polaka. Wszystko to dzieje się niezwykle powoli, zachowanie żołnierzy jest niewspółmierne do rozlegających się strzałów, a flegmatyzm wręcz wylewa się z ekranu telewizora. Tak właśnie widzimy anglików, gdy mówimy o herbacie.

Powyższa scenka jest oczywiście ironicznie przerysowana. Żaden żołnierz o zdrowych zmysłach nie dokończy w spokoju swojej herbaty, gdy ktoś mu strzela nad głową. Taką jednak mamy wizję Brytyjczyków: flegmatycznych i przywiązanych do swojej tradycji niezależnie od okoliczności. Jest to stereotyp, choć oczywiście nie do końca pozbawiony sensu. Anglicy (czy też wszyscy Brytyjczycy) rzeczywiście lubią herbatę, chociaż powoli kawa robi jej coraz większą konkurencję. Jednak nie wygląda to tak, jak nauczyliśmy się sądzić, a przeciętny anglik nie uważa dnia za stracony jeśli nie wypije pięciu filiżanek tego naparu.

Co to jest Five o’clock, tea time, afternoon tea?

Wszystkie powyższe określenia znaczą jedno. Jest to po prostu wyspiarski odpowiednik naszego rodzimego podwieczorku. Wbrew nieco mylącym nazwom, Anglicy nie zasiadają codziennie o 17:00 by napić się filiżanki herbaty. W zasadzie nie występuje tu tylko herbata, ale i kawa, soki, napoje. I oczywiście mała przekąska: kanapka, ciastko, kawałek placka. Ot, taki zwykły wypełniacz żołądka, gdy za wcześnie na kolację, a o obiedzie powoli się już zapomina. W przeciwieństwie do lunchu na który każdy pracownik poświęca swoją przerwę i faktycznie odstępuje od swoich obowiązków, na typowy tea time może pozwolić sobie tylko ten, kto akurat ma czas wolny. Praktykowane są więc te podwieczorki zazwyczaj w niedziele, święta, dni wolne od pracy czy w czasie urlopu. Dokładnie tak samo, jak ma to miejsce w Polsce. I podobnie jak u nas zwyczaj ten powoli zanika choćby ze względu na coraz mniej uregulowany tryb życia, gdzie śniadania jadane są na obiad, a zamiast obiadu królują obiadokolacje.

Dawniej jednak nasze podwieczorki były naprawdę podobne do angielskich herbatek z ta różnicą, że w Polsce jako napój rządziły wszelkiej maści kompoty, a w Anglii tę rolę spełniała herbata i stąd też nazwa tea time (czas na herbatę) lub afternoon tea (popołudniowa herbatka).
Five o’clock (piąta po południu) to nic innego jak orientacyjna godzina, o której tenże podwieczorek był zjadany. Orientacyjna, bo równie dobrą porą jest trzecia, czy czwarta po południu.
Są to równie zwodnicze nazwy jak nasz swojski pod-wieczorek sugerujący posiłek przed wieczorem. A równie dobrze może być zjadany np. o 15:00 gdzie w lecie wieczór następuje dosyć późno.

Czy Anglicy naprawdę kochają herbatę?

Trudno się nie zgodzić, że herbata była i wciąż jest najpopularniejszym gorącym napojem na Wyspach Brytyjskich. Zawitała do UK nie tak dawno, bo w XVII wieku a sam zwyczaj „titajmów” jest jeszcze młodszy. Jego wprowadzenie datuje się na ok 1840 rok i przypisuje Annie, Siódmej Księżnej Bedfordu. Ponoć codziennie robiła się głodna między obiadem a kolacją, w tajemnicy podjadała więc biszkopty, ciastka lub kanapki i popijała herbatką właśnie. Sprawa szybko wyszła na jaw a inni domownicy podchwycili pomysł. I tak zwyczaj rozprzestrzenił się w ten sposób, że pod koniec XIX wieku w każdym domu po południu spożywano lekki posiłek i popijano gorącym naparem rodem z Indii.

Typowa brytyjska herbata

Rodzaje herbat i sposoby jej przygotowania przez Anglików zasługuje co najmniej na osobny artykuł, jak nie całą książkę. Gatunków herbat i sposobów ich zaparzania jest tak dużo, że nie jestem w stanie ich tutaj pomieścić. Najważniejsze, to zaparzanie herbaty liściastej, jeśli chcemy mieć do czynienia z tradycyjnym angielskim naparem. Tak popularne dziś herbaty ekspresowe (w torebkach) nijak się mają do prawdziwego, głębokiego smaku herbaty. Zaparzanie herbaty to swego rodzaju rytuał. Dobór i przygotowanie czajniczka, dwukrotne zalewanie, kilkuminutowe oczekiwanie to tylko kilka elementów herbacianej tradycji. Filiżanki powinny być odpowiednio nagrzane, i nie może zabraknąć mleka lub śmietanki. Chcąc zachować zgodność z tradycją, należy dolewać herbatę do mleka, nigdy odwrotnie. W dobrym towarzystwie pomyłka w tej materii uznawana była za brak obycia i zwykłą ignorancję. Dziś niestety nawet „prawdziwe” angielskie herbaciarnie serwują mleko w dzbankach uniemożliwiając tym samym tradycyjne przygotowanie tego narodowego wręcz napoju – ot taki znak naszych czasów.

Michał
Założyciel i administrator bloga Ponglish.eu. Na co dzień mieszka i pracuje w Anglii. Borykał się z problemami które sam teraz opisuje na tej stronie. Zadawał w internecie pytania, na które dziś udziela odpowiedzi.

3 Komentarze

  1. Bez dwóch zdań, Anglicy herbatę kochają. Młodsi, starsi, wszyscy. Herbatę pije się rano, wieczorem, po posiłkach, przed posiłkami, w pracy, w domu, w kawiarni. W drodze desperacji pije się ją nawet w plastikowych bądź styropianowych kubkach. Wielu Anglików powie, że w ten sposób uzupełniają zapasy kofeiny.

    Wiele kawiarni serwuje herbatę w większych dzbanuszkach, ale przyznam szczerze, że żaden Anglik z którym piłam herbatę, a kilku ich było, nie dolewał herbaty do mleka. Uwielbiają za to herbatę Earl Grey, a na prośbę o cytrynę zamiast mleka patrzą na nas podejrzliwie.

    Paweł myślę, że naczynie do picia herbaty zależy od rejonu i „rangi” przyjęcia. Wiele razy serwowano mi herbatę w kubku (również przez starsze osoby, w domowym zaciszu), a i w kawiarni zdarza się dostać naczynie większe od filiżanki. Chociaż, oczywiście, na szklankę, na szczęście!, nie ma co liczyć.

    Michał, jedyne co mnie fascynuje to filiżanki ze zdjęcia (i muszę przyznać że to przez nie przeczytałam artykuł). Czy herbata przez te otwory zwyczajnie nie wypłynie? 🙂

    • Zwyczaj dolewania herbaty do mleka zanika. Mimo, że nie miałem okazji tego widzieć, osobiście znam osoby (dość wiekowe już) które wciąż w ten sposób przygotowują herbatę. Prawdopodobnie nie na co dzień, a przy niektórych, bardziej eleganckich okazjach, nie mniej jednak. Te same osoby nigdy nie użyją pojedynczego rzeczownika „tea” na określenie herbaty ekspresowej. Zawsze będzie to „tea bags”. Dając Ci wybór zapyta, czy wolisz „tea” czy „tea bags”.
      Kasia, skoro przeczytałaś artykuł ze względu na zdjęcie, to znaczy, że spełniło ono swoją rolę 🙂 Herbata nie wypłynie, te otwory wypełnione są, jak się pewnie domyślasz, szkłem. Czyli w kilu procentach te kubki to, o zgrozo! szklanki 😉

Pozostaw odpowiedź Paweł Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*