Zarobki i wydatki w Anglii?

Nie, to nie będzie lista płac w brytyjskich zakładach pracy. W dzisiejszym artykule chciałbym Wam przybliżyć nieco możliwości finansowe osoby pracującej w Anglii. Oczywiście różnią się one w zależności od miejsca zamieszkania, pracy i wielu innych czynników. Ale nas jako emigrantów, świeżych emigrantów interesują wszelkiego rodzaje minima. Na co zatem możemy liczyć po pierwszej wypłacie na stanowisku nie wymagającym kwalifikacji? Zapraszam do lektury.

Osoby rozmawiające o zarobkach  na Wsypach, często popełniają jeden z dwóch błędów przy ocenie możliwości finansowych. Oba są złudne i oba nie oddają wiernie rzeczywistości.
Pierwszy, najpopularniejszy sposób oceny finansów emigranta to przeliczanie funtów na złotówki. Nijak się to ma do rzeczywistości, chociaż robi wrażenie. Dla przykładu: jeśli zarabiam miesięcznie 1000 funtów netto (co wierzcie mi nie jest jakimś specjalnym osiągnięciem) po szybkim przewalutowaniu okazuje się, że co miesiąc na moje konto wpływa ponad 5 tyś. złotych. Wow nieźle co? Było by nieźle, gdybym te pieniądze zarabiał mieszkając w Polsce. A tak, idąc za ciosem, po przewalutowaniu pensji warto przeliczyć także wydatki. I tak już na wstępie okazuje się, że za sam wynajem mieszkania muszę zapłacić grubo ponad 3 tyś. złotych. Już nie jest tak fajnie, prawda? Zatem taki sposób liczenia zamożności nadaje się jedynie dla osób, które przyjeżdżają do Anglii na kilka tygodni i zaciskając pasa odkładają funt do funta, żeby następnie przewieźć je do Polski i tam wydać.

Drugi sposób to przelicznik 1:1 czyli, jeden funt w Anglii to jak jeden złoty w Polsce. Taki obraz jest dużo bliższy rzeczywistości, jednak mimo wszystko wypacza rzeczywistość. Dlaczego? Ponieważ jeden funt ma dużo większą siłę nabywczą niż polska złotówka. O ile za jeden złoty możemy sobie w Polsce kupić dwie bułki, o tyle w Anglii za funta mamy cały bochenek chleba. Kubek kawy w modnym Starbucksie usytuowanym w Warszawie kosztuje ponad 10 zł. Taki sam kubek w Londynie zakupimy za około 2.5 funta. Jest różnica prawda?

Na co więc może pozwolić sobie początkujący emigrant? Mimo wszystko nie na wiele, jednak na więcej niż w Polsce. Nie będę się w tym momencie rozwodził nad stawkami minimalnymi w pracy gdyż nie o to chodzi w tym artykule. Posłużmy się za to prostym przykładem jakich wiele. Nasz przykład to młody emigrant, mężczyzna pracujący na przysłowiowym „zmywaku” zarabiający 7 funtów na godzinę netto (czyli trochę więcej niż najniższa krajowa, co nie jest jakimś przypadkiem odosobnionym). Nasz przykład wynajmuje pokój w mieszkaniu współdzielonym, jest w Anglii od 3 miesięcy i ma za sobą wszelkie formalności (o których pisałem w poprzednich artykułach) oraz opłaty początkowe (min. depozyt za mieszkanie). Ot taki przeciętny, początkujący emigrant na dorobku. Początkujący, ale już „zainstalowany. Mieszka on w mieście wielkości Tarnowa.

Nasz przykład, nazwijmy go Marek, pracuje w pełnym wymiarze godzin czyli osiem godzin dziennie, pięć dni w tygodniu, co daje wymiar czterdziestu godzin tygodniowo. Po szybkim przeliczeniu wiemy, że za każdy tydzień pracy dostaje on 280 funtów. Za wynajęcie pokoju płaci 100 funtów tygodniowo wraz z rachunkami. Nie jest to ani dużo ani mało. Można znaleźć tańsze pokoje, można i droższe. Stówa za tydzień to taki uśredniony standard (poza Londynem). „Na życie” pozostaje mu zatem 180 funtów. Jeśli założymy, że tygodniowo wydaje na życie 100 funtów, to w portfelu zostaje mu 80 funtów ekstra, czyli w skali miesiąca ponad 300 funtów. Akurat wystarczy na doładowanie telefonu, zakup biletów komunikacji miejskiej i jakąś małą przyjemność.

Czy to możliwe do osiągnięcia? Jak najbardziej. Nie będzie to przysłowiowe „życie jak w Madrycie” ale na jedzenie, na rachunki i jakieś piwko od czasu do czasu starczy. Oczywiście należy brać pod uwagę dodatkowe i nieprzewidziane wydatki jak nagły wyjazd, wizyta u dentysty czy zakup nowych butów. Mimo wszystko 100 funtów na jedną osobę tygodniowo to naprawdę rozsądna kalkulacja. Zaopatrując się w tańszych marketach można nieźle zaoszczędzić.

Nie wierzycie, że może być tak tanio? Przepatrzmy więc kilka cen podstawowych artykułów na podstawie moich ostatnich zakupów w sklepie sieci Lidl (znanej także w Polsce). Przeglądając paragon znajduję na nim min:
chleb – £ 1.00
masło 80p pensów
opakowanie krojonego sera Edam £ 1.80
opakowanie 5 steków (plastrów) ze schabu – £ 3.80
mleko 2L – £ 1.00
ziemniaki 2kg – £ 1.00
mix warzyw mrożonych – £ 1.19
śmietana – 49p
szynka pakowana 10 plasterków – £ 1.10
jabłka 2kg – £ 1.20
banany 5 szt. – 99p
pomidory 6 szt – £ 1.00
jajka 10 szt. £ 1.5

Za powyższe zakupy zapłaciłem niecałe ponad 17 funtów i nabyłem artykuły wystarczające na przygotowanie śniadania, obiadu i kolacji i jeszcze trochę z tych rzeczy zostanie. A dodać muszę, że to zakupy przeliczone na dwie, nie na jedną osobę. A przecież mleko wystarczy na więcej niż jeden dzień, podobnie jak ser czy jajka. Takie kalkulowanie i przekopywanie marketów w poszukiwaniu promocji to mordęga, no ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Pierwsze miesiące na emigracji dla większości to taki właśnie czas liczenia każdego funta. Nie mniej jednak jest to jak najbardziej wykonalne i nie aż tak trudne. A z czasem w miarę zdobywania kwalifikacji, podnoszenia możliwości językowych i zdobywania lepszych stanowisk pracy jest coraz łatwiej.

Co poza jedzeniem?
Po jakimś czasie, gdy suma zaoszczędzonych funtów zacznie trochę ważyć, można pokusić się o jakiś ciekawszy zakup. Na co stać naszego Marka? Biorąc pod uwagę, że przyoszczędzi i wszelkie koszty życia przez cały miesiąc opłaci pierwszymi trzema tygodniówkami, za ostatnią może sobie  kupić… no właśnie, co?
A na przykład komputer. Nie żartuję. Po tygodniu pracy może sobie kupić nowego laptopa ze średniej półki. Niewiele mu także zabraknie do iPhona s5. A jeśli wstrzyma się z zakupem i odłoży kolejną tygodniówkę, wróci do domu z nowiutkim iPhonem s6 i jeszcze mu zostanie na futerał. Widzicie różnicę? Dwa tygodnie pracy za niewiele ponad najniższą krajową to nowy smartfon od Apple. Na ten sam telefon w Polsce Marek musiał by pracować dwa miesiące.

Powyższe przykłady to jedynie… przykłady. Ceny i zarobki diametralnie się różnią. W Londynie i innych dużych miastach zarabia się więcej ale i droższe jest życie. Na prowincji i zarobki niższe, i mieszkania tańsze (to, gdzie bardziej opłaca się żyć omówimy sobie wkrótce). Jednak mimo wszystko prosta zasada obowiązuje raczej wszędzie: pracując na pełny etat i wydając pieniądze rozważnie, spokojnie można się utrzymać nawet za najniższą krajową. Wymaga to trochę „gimnastyki” prawda, ale spokojnie można to zrobić. Nie jest to wysiłek ponad możliwości przeciętnego człowieka.

Michał
Założyciel i administrator bloga Ponglish.eu. Na co dzień mieszka i pracuje w Anglii. Borykał się z problemami które sam teraz opisuje na tej stronie. Zadawał w internecie pytania, na które dziś udziela odpowiedzi.

4 Komentarze

    • Chciałbym! Ale prowadzenie bloga to moje hobbystyczne zajęcie w wolnych chwilach. A tych nie mam za wiele. Ale będę się starał, dzięki za motywację!

  1. Coś na temat przedszkoli czy szkół dla dzieciaków jak to zrobić dokonać tego? Jako mamie samotnej z 2 dzieci co mi przysługuje? Jakie mam przywileje jako kobieta nie mówię tu o życiu na socjalu ale takiej normalnej pomocy dla takich kobiet jak ja Które startują za granicą. Słyszałam że trzeba być jakiś czas żeby uzyskać świadczenia socjalne itd proszę o wpis jeżeli macie Państwo doświadczenie w tej kwestii

    • Witam. Bardzo mi przykro ale w tym temacie nie ma żadnej wiedzy. Nie mamy dzieci, więc żadnych doświadczeń też nie mamy. Ale może ktoś z czytelników ma odpowiedź na Twoje pytanie i podzieli się nią w komentarzach. Pozdrawiam

Pozostaw odpowiedź Monika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*